Nigdzie sie nie pije jak na budowie

Większość Polaków utożsamia pracę budowlańca z panem w podeszłym wieku, z niekoniecznie kompletnym uzębieniem, spodniami spuszczonymi o połowe niżej niż być powinny, lekko pijany i z papierosem w ustach mówiącym “witam szanowną kierowniczkę”. Taki model wraz z upływającymi latami powoli przestaje obowiązywać, a wręcz jest karcony. Coraz większy nacisk kładziony jest na bezpieczeństwo higieny pracy, oraz kompetencję zatrudnionych pracowników. Historia jednej z warszawskich firm budowlanych i jej upadku wygląda niezbyt kolorowo, a to właśnie przez pracowników, którzy postanowili z wieczora “dziabnąć” co nieco i niestety źle się to skończyło dla najmniej winnych osób. Prezes firmy X wziął ponad 3 miliony złotych kredytu by wykonać jedną z wielkich inwestycji. Praca odbywała się na terenie zamkniętym i nikt bez pozwolenia nie mógł go opuszczać, zresztą prace trwały 500km. od siedziby firmy, co dodatkowo utrudniało logistykę pomiędzy miejscem pracy a domami pracowników. W umowie, która spisana została przed rozpoczęciem robót było o tym ,że spożycie alkoholu w miejscu pracy definitywnie kończy się rozwiązaniem umowy, bez żadnych negocjacji. Niektórzy nie wzięli sobie tego jednak do serca i po skończonej pracy napili się na jedną, a następnie na drugą nogę. Przyłapani na uczynku szybko wrócili do domów. Zarząd firmy został jednak z materiałem, który z pewnością prędko sie im nie przyda i prawie czterema milionami złotych do spłacenia.

Dodaj komentarz